Świąteczna „Polska szarlotka”

20131214_131552Zbliżają się święta. Chyba najpiękniejszy czas w całym roku, no być może poza wakacjami i tutaj zdania pewnie będą podzielone. Nie mniej grudzień i święta to niewątpliwie czas prezentów, bliskości z rodziną, tej całej atmosfery świąt itd., dlaczego więc nie zaskoczyć bliskiej osoby oryginalnym prezentem wykonanym samodzielnie 🙂

Uprzedzę, że daleki jestem od prowadzenia tutaj bloga kulinarnego jak choćby bardzo dobrze znany i lubiany blog Magdy: http://cakes-and-the-city.blogspot.com/ (POLECAM!), ale tym razem ten jedyny raz chcę się z Wami podzielić moim pierwszym kulinarnym osiągnięciem.

Do rzeczy. Jak zapewne pamiętacie w jednym z poprzednich wpisów pisałem o transformacji z faceta w wersji 1.0 do faceta w wersji 2.0, zainspirowany wnioskami po szkoleniu „Facet prawie idealny”. Ten wpis jest żywym przykładem, że można być samowystarczalnym facetem 2.0 bez znacznych wyrzeczeń i ujmy na samczym honorze! Powiem więcej finalny efekt może sprawić sporo radości, a sama realizacja dać sporo doświadczeń. Całe przedsięwzięcie wyglądało bardzo prosto: CIASTO. Dokładniej, najprostsze ciasto (zacząć jakoś trzeba): jabłecznik, z przepisu znalezionego gdzieś w notatkach.

SKŁAD: 

– 3/4 szklanki drobnego cukru do wypieków – trochę przesada z tym „drobnym” zwykły cukier też dał radę,

– 250 g margaryny lub masła, roztopionego – „Kasia z Biedronki” – i nie chodzi bynajmniej o Panią kasjerkę,

– 1 szklanka mąki pszennej – tak to ta najpopularniejsza zwykła mąka,

– 1 szklanka mąki ziemniaczanej – to ta mniej popularna, ale dostępna (uwaga można pomylić z cukrem pudrem),

– 1 łyżeczka proszku do pieczenia – nie wymaga komentarza chyba?

– 5 jajek,

– 1,2 kg jabłek,

– 1 łyżeczka cynamonu,

– cukier puder, do posypania – można pomylić tym razem w drugą stronę (mąka),

Nie wiele składników, prawda? Większość z nich pewnie Wasza partnerka, żona, dziewczyna, przyszła teściowa posiada. Kwestia zlokalizowania ich w kuchni w szafkach.

REALIZACJA:

UWAGA: Poniższy opis realizacji cista ma charakter dydaktyczny i może się nieco różnić w indywidualnym procesie wytwarzania, nie mniej zdjęcia i wskazówki mogą być uznane za uniwersalne.

KROK 1: Jabłka. Tutaj ostrzegam dość pracochłonna to praca, trzeba powycinać środki no i obieranie samo zajmuje trochę czasu. Zdjęć nie będę prezentował, bo jabłka były robaczywe :-), ale za to naturalne, bez chemii :). Krótko mówiąc obieramy i ciachamy w grubą kostkę.

KROK 2: Jajka, czyli zaczynamy mokrą robotę. Wrzucamy całość jajek do naczynia (acha – bez skorupek), najlepiej wysokiego (bo będziemy dodawać jeszcze sporo do tej całej mieszanki), dosypujemy cukier, i miksujemy całość mikserem. Zacząć warto powoli :-), bo może ochlapać ściany i ręce.

20131214_132927

KROK 3: Dodajemy powoli pozostałe składniki. Proszek do pieczenia, mąka pszenna, mąka ziemniaczana. Może się Wam to wydawać gęste, a to jeszcze nie koniec, ale rozmiksować trzeba dobrze.

KROK 4: Margaryna. Kasia, o której wspominałem wyżej… i miksujemy dalej, aż do uzyskania jednolitej masy.

20131214_133437

20131214_134102

KROK 5: Już prawie koniec. Wykładamy masę na blachę i na to wykładamy jabłka.

KROK 5: Czas przygotować piekarnik i blachę z papierem do pieczenia. Piekarnik nastawiamy na 45 minut i 200 stopni Celsjusza.

KROK 7: Pieczemy :-), a w tym czasie można np. napisać coś na blogu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Trochę czekania, ale efekt po 45 minutach jest mniej więcej taki: 20131214_14341220131214_153050

aaa jeszcze jedno… posypać cukrem pudrem przed podaniem na stół… Smakuje jak za dawnych lat…

Smacznego!