Odkrywamy wschód – czyli Gruzja… [2018]

Wakacyjny, lipcowy wypad w męskim gronie skierował nas do Gruzji. Gruzji, kraju nieco dzikiego, jak w naszym mniemaniu, a zarazem otwartego, życzliwego pełnego kontrastów i niepewności. Kraju z jednej strony nękanego jeszcze nie tak dawno przez Rosję z drugiej mającego za sąsiada Turcję, leżącą za to nad pięknym Morzem Czarnym i oferującym pyszną kuchnię dla turystów, a do tego co tu dużo pisać taniego nadal dla przybyszów.

Docelowym miejscem pobytu było Batumi jak w tej pisence Filipinek o Batumi… https://www.youtube.com/watch?v=ugvqN-_IoI0 Miasto leżące nad brzegiem Morza Czarnego (takie polskie Międzyzdroje) jednak większe, z całkiem ładną architekturą i mnóstwem lokali usługowych dla turystów.

Podróż jednak zaczęliśmy już wcześniej tani lot do Kutaisi (drugiego miasta pod względem wielkości w Gruzji) i przejazd umówionymi wcześniej taksówkami (160 km) do Batumi. I tutaj kontrast niesamowity, pierwsza myśl – Polska wieś lat 60-tych (coś jak u Kargula i Pawlaka) zwierzęta hodowane w gospodarstwach swobodnie poruszające się po ulicy – bezcenne.

Po dotarciu do Batumi, jednak uspokoiliśmy się miasto tętni życiem i turystyką, a do tego jest całkiem ładne (choć jak w kilku artykułach opisywane jako kiczowate – i to się potwierdziło, ale tylko jeśli chodzi o zabudowę, albo to co można tam kupić).

Sami Gruzini wydali się od razu sympatyczni, połączyło nas zamiłowanie do trunku o nazwie Cha-Cha (taki polski samogon), a także do pysznego jedzenia np. Chaczapuri, oraz docenienia i mówienia wprost tego, przez Gruzinów, co zrobił dla Gruzji Prezydent Kaczyński.

Poza rozrywkową częścią naszego pobytu, była także cześć krajoznawcza. Najpierw wizyta w kolejce linowej z pięknym widokiem na Batumi, a potem wizyta w Parku Narodowym Mtirala.

Raczkująca turystyka z niskimi cenami, życzliwość ludzi, brak regulacji Unijnych tak w kilu słowach można ująć nasz pobyt w Gruzji.