(NIE) pewnie jak w banku…

Czasy łatwe nie są o tym wiemy nie tylko z telewizji, ale i od każdego „wybitnego” eksperta finansowego, ale czy to prawda, że jak jest kryzys to najlepiej trzymać swoje oszczędności w przysłowiowej skarpetce? W co więc lokować swoje oszczędności jak wszystkie instrumenty finansowe notują jedynie straty. Zależy to od wielu czynników i jest indywidualną sprawą każdego z nas. Nie będę rozwodził się na tematy o których można poczytać na każdym z portali pokroju money.pl, bankier.pl itd. napisze natomiast jak widziałbym tzw. „private banking”. Zacznijmy od krótkiego przyjrzenia się co przeciętny Kowalski może wykorzystać jako instrument finansowy dla swoich pieniędzy. Wymieniać należy zacząć od prostych i beznadziejnych moim zdaniem lokat bankowych (dlaczego tak myślę napiszę potem), po nieco lepsze, ale nadal beznadziejne konta oszczędnościowe, poprzez fundusze inwestycyjne, a na akcjach kończąc. Ale czy to wszystko? W momentach kryzysu powszechna opinia nakazuje lokować swoje zgromadzone środki finansowe w instrumenty finansowe, które mają znikome ryzyko inwestycyjne, a co za tym idzie nie przynoszą zysku wyższego jak inflacja. Do wymienionych wcześniej instrumentów dodam tutaj inwestowanie w nieruchomości na których od 15 lat w Polsce da się zarobić o ile robi się to z głową, metale szlachetne (złoto, srebro, platyna), dla bardziej zorientowanych dzieła sztuki, wina… Każda inwestycja wiąże się z ryzykiem, pomijając lokaty i konta oszczędnościowe, które chronią kapitał, a nie są tak naprawdę inwestycją bądźmy szczerzy. Negatywne nastawienie do lokat i kont oszczędnościowych spowodowane jest kilkoma faktami o których się nie mówi głośno. Więc czas powiedzieć coś więcej. Oszczędności Polaków to około 500 mld złotych, natomiast zabezpieczenie jakie posiada BFG to jedynie 8 mld zł. lokaty i konta oszczędnościowe wypracowują zysk dla nas na poziomie 4 %, natomiast 96% trafia do banków, które dzięki obrotem naszymi pieniędzmi pomnażają zyski inwestując w fundusze, obligacje i akcje. Czy nie lepiej robić to samemu bez pośredników i z większym zyskiem? Oczywiście ryzyko takiego podejścia jest inne, ale patrząc na to długoterminowo (7 lat wynosi wyliczony przez ekonomistów cykl koniunkturalny) jestem pewien, że mając dobrze wybraną platformę i doradcę inwestycyjnego po odjęciu należnych prowizji za taki produkt finansowy i zarządzanie nim zysk dwucyfrowy jest jak najbardziej realny. Załamanie rynków w 2007 roku spowodowało, że osoby posiadające swoje oszczędności w funduszach inwestycyjnych wycofały się z dość znaczną stratą, i to był błąd bowiem od 2009 roku fundusze odrobiły straty i dały zarobić. Wracając do tematu inwestowania portfel przeciętnego Polaka powinien być zróżnicowany i opierać się o kilka form inwestycji. Moja wizja wyglądałaby następująco: 10% metale (złoto, srebro), 50% fundusze (zróżnicowane i konwertowane w zależności od sytuacji rynkowej), 20% akcje GPW, 20% środki na koncie oszczędnościowym lub dobrej lokacie. Takie podejście chroni nasz kapitał, ale zarazem pozwala na podjęcie przemyślanego ryzyka inwestycyjnego, które w perspektywie hossy na rynkach może okazać się bardzo trafne. Jak mawia przysłowie: „pieniądz jest wart tyle ile ręka, która go trzyma”.