Mityczna wyspa – Kreta [lipiec 2011]

Wakacje w roku 2011 spędziłem na Krecie. Kreta to jedna z trzech największych greckich wysp obok Eubea i Rodos. Miejscem pobytu była miejscowość Scaletta niedaleko bardzo ładnego miasta powiatowego o nazwie Rethymno. Lipcowy pobyt na Krecie rozpocząłem tym razem wylotem z lotniska w Poznaniu. Biurem podróży było biuro Neckremann. Około 3,5 godzinny lot został, po raz kolejny na tego typu wakacyjnej wycieczce, okraszony brawami polskich turystów, i zakończył się lądowaniem w Heraklionie, inaczej nazywanym też Iraklionem, który jest największym miastem Krety i leży na północnej części wyspy. W przeciwieństwie do poprzednich wycieczek, lądując na Krecie nie poczułem jednak, że jestem w jakimś specjalnie różniącym się od pozostałej części Europy miejscu – w końcu wszyscy jesteśmy europejczykami, także Grecy ciągle pogrążeni w kryzysie. Sama Kreta, geograficznie, jest długa i wąska – ma 260 km długości i od 12 do 60 km szerokości.

Powierzchnia wyspy wynosi 8.336 km kwadratowych, ale dzięki temu piękna i ciekawa historycznie. Po przybyciu na miejsce rozejrzałem się za wycieczkami fakultatywnymi, bo leżenie na plaży przez tydzień nie jest moim celem na takich wycieczkach. Pierwszą z nich, co prawda nieco drogą, ale godną tych pieniędzy była zakupiona wycieczka na wyspę Św. Ireny – Santorini (zdjęcia). Około 300-kilometrowy Rejs katamaranem z portu w Rethymno trwał dość długo i był męczący, nie mniej to co zobaczyłem na tej przepięknej wyspie było warte tego trudu. Wyspa Santorini, na środku, której znajduje się aktywny wulkan, została przez niego zniszczona w 1600 r p. n. e. i panująca tam kultura minojska opuściła wyspę jeszcze przed wybuchem ratując swe życie. Istnieją pogłoski, że to właśnie Santorini była opisywaną w wielu starożytnych źródłach – Atlantydą. Nie mniej po wybuchu życie na wyspie zamarło na 300-500 lat, a po tym czasie ponownie zasiedlili ją Dorowie. Obecnie na wyspie kwitnie ruch turystyczny, choć wulkan przejawia czasem swoją aktywność i kto wie czy ponownie nie eksploduje. Sama wyspa jest górzysta z charakterystycznymi, pięknymi budynkami w kolorze biało-niebieskim (bardzo podobny krajobraz do wybrzeża w Tunisie o nazwie Sidi Bou Said, o którym niebawem w kolejnym wpisie blogowym). Budynki budowane były z pumeksu wulkanicznego, którego na wyspie pod dostatkiem, a następnie wypełniane ziemią i malowane na biało-niebiesko. Z ciekawostek warto dodać, że na Santorini istnieje polska szkoła podstawowa (http://gr-pl.net/santorini_-_szkola_polska.htm) do której uczęszcza sporo polskich dzieci. Jak na tak małą wyspę którą zamieszkuje około 8 tysięcy mieszkańców – to fakt istnienia polskiej szkoły jest sporym zaskoczeniem. Na Santorini istnieją dwa porty stary i nowy przy czym dla turystów udostępniony jest ten nowy i tam turyści stawiają swoje kroki po zejściu ze statków. Druga ciekawostką, która została przeze mnie zapamiętana jest obecność najmniejszego na świecie sklepu z sieci LIDL i faktycznie jest wielkości domku jednorodzinnego, ale funkcjonuje i ma się całkiem dobrze. Dla turystów bardziej leniwych można polecić zejście na osiołkach na dół starego portu, jednak osobiście nie miałem na to ochoty po pierwsze ze względu na temperaturę oraz po drugie przez konieczność męczenia zwierząt, które musiałby mnie znosić i wnosić. Santorini na pewno jest wartym zobaczenia miejscem podczas pobytu w Grecji, także bardzo romantycznym, gdzie dużo par zawiera swoje związki małżeńskie. Po powrocie z Santorini, kolejne wycieczki na Krecie organizowałem już na własną rękę. Kolejną z nich była wyprawa na „greckie Karaiby” czyli na plaże w Elafonissi. Nie jest to przesadzone porównanie, bowiem widoki i samo wybrzeże zapierało dech w piersiach, a odległość z tej pięknej plaży z różowym piaskiem do Libii to już tylko 200 km drogą morską. Podczas wycieczki z przewodnikiem była możliwość podejrzenia prawdziwego życia mieszkańców Krety wliczając w to możliwość zakupu wyciskanego ręcznie soku ze świeżo zerwanych pomarańczy, który smakował zupełnie inaczej niż soki „świeżo wyciskane” soki w butelce. Innym miejscem, które udało się odwiedzić bardzo tanim, bowiem koszt biletu autobusowego to bardzo mało była Chania (Xania), to nadmorskie miasto nazywane jest z kolei grecką Wenecją i jest w tym trochę prawdy. Piękne twierdze na brzegu, mnóstwo kawiarenek i wielu turystów sprawiło, że byłem zadowolony z wycieczki, na którą sam pojechałem zwyczajnym lokalnym autobusem. Innym odwiedzony w podobny sposób miastem, ale mniejszym było wspomniane wcześniej – Rethymno. Podobny wygląd z zabytkowymi budowlami, klimatycznymi uliczkami i rzeszami turystów sprawiał, że wycieczka na Kretę nabierała coraz więcej uroku. Warto dodać, że ze względu na wielkość wyspy, większość miast i miejsc można zwiedzić pożyczonym samochodem. Ja jednak preferuję opcję autobus + przewodnik, bowiem wtedy istnieje możliwość korzystania z innych atrakcji jak choćby kufelek piwa po męczących spacerach. Podsumowując Kretę jako miejsce na odpoczynek, można stwierdzić, że grecki kryzys nie dotarł na tą wyspę, wszystko kręci się wokół turystyki. Obowiązkowe miejsca do zwiedzenia to Santorini, plaża Elafonissi i Chania. Są oczywiście jeszcze inne miejsca jak choćby półwysep Balos, wąwóz Samaria, mityczny Knossos z pałacem Minosa, jednak, aby to wszystko zrobić i odpocząć potrzeba więcej czasu. Więcej zdjęć: