Facebookowy ekshibicjonizm – wirtualizacja życia…

Pojęcie tyle nowe, co abstrakcyjne, nie wiem czy wymyślone w mojej plątaninie neuronów czy zasłyszane nie mniej jest ono tak samo, a może i trochę mniej abstrakcyjne jak wpisy i zdjęcia wystawiana na publiczny widok w portalach społecznościowych. Przeraża mnie fakt, że osoby niezależnie od wieku, płci itd. afiszują się ze swoim życiem prywatnym na portalu publicznym jakim jest choćby facebook. Za chwilę przejdziemy do przykładów i mam nadzieję, że tutaj moja anonimowość uchroni mnie przed skreśleniem z listy znajomych – jakby mnie to najwięcej obchodziło obecnie. Ostatnimi czasy coraz częściej zastanawiałem się nad sensem „istnienia” na takich portalach społecznościowych i miałem momenty kiedy usuwałem konta, jednak ostatecznie jeden z moich kolegów powiedział mi mądre słowa cyt. „nie trzeba usuwać, trzeba nauczyć się to kontrolować”… niestety to co obserwuję z samokontrolą ma niewiele wspólnego i bezwiednie życie realne zmienia się w życie wirtualne. Nie piszę tutaj o umieszczeniu zdjęcia z ukochaną osobą, której np. może nie wiadomo czemu zależeć na takim właśnie przejawie sympatii, albo o statusie co się aktualnie robi i gdzie się przebywa, bo to naprawdę czasem się przydaje, a wiem to z doświadczenia i możecie mi wierzyć. Pobudką do napisania tego całego wywodu na temat „wirtualizacji życia prywatnego” było kilka przypadków, które mnie bawiły, ale zarazem zniesmaczyły. Teraz parę przykładów bardziej obrazo-twórczych, uwaga wyobraźnia może się przydać, bo nie będę zdjęć publikował:

1) kobieta umieszcza swoje zdjęcie w ciąży (najczęściej uśmiechnięta lub nie):
Interpretacja: jestem świetna przyszłą mamą możecie mi zazdrościć, ja już jestem w ciąży a wy drogie koleżanki nie, wpadłam co prawda, ale pokażę że się cieszę, mogłeś mieć ze mną dziecko jak tego chciałam teraz żałuj,
Wniosek: Nie potrafisz uszanować swojego życia prywatnego i stanu jakim jest ciąża. Może twój facet nie chciałby żebyś to robiła publicznie? Masz kompleksy, idź do psychologa. Zapytałaś dziecko czy chce tego? Skoro walczymy o dzieci nienarodzone, może warto walczyć o ich publiczny wizerunek?

2) stół z jakimś jedzeniem i świeczkami, kwiaty w wazonie, jakiś nowy gadżet, jakieś danie pospolite z głupim komentarzem w stylu: „co za miła niespodzianka”:
Interpretacja: uważam, że mam tak super że chłopak/dziewczyna robi mi takie prezenty, przysługi niech inni wiedzą jak mam super, pokaże innym że można wychować faceta/kobietę, ja to już mam inni tego nie mają, chwalę się po prostu, a co…
Wniosek: Rzeczy materialne nie mają znaczenia, zamiast pokazywać to co otrzymałem napisz coś mądrego o swoich przemyśleniach, albo powiedz jak sprawdza się nowy gadżet, jeśli w ten sposób manifestujesz swoją miłość od której dostajesz to i owo, to zadaj sobie pytanie: „po co to robisz?” czyją aprobatę chcesz otrzymać, anonimowej bandy nałogowych internautów? przecież pewnie połowa z nich nie doznała miłości, po co ci ich wirtualny aplauz?

3) dowolne zdjęcie, ale odwrócone:
Interpretacja: brak znajomości podstawowego programu do obróbki grafiki.
Wniosek: skoro nie umiesz przewrócić zdjęcia lepiej nie umieszczaj wcale, skoro program graficzny pokroju MS Paint to wyzwanie, jak chcesz odnaleźć się na skomplikowanym portalu społecznościowym?

Przykłady można by mnożyć w nieskończoność, ale nie ma po co, wystarczy dodać, że powstają nawet portale jak choćby wiocha.pl która w żywe oczy szydzi ze zdjęć i komentarzy jakie zamieszczane są na różnych portalach. Gdzieś, kiedyś usłyszałem, że: „facebook jest jak lodówka otwierasz, zaglądasz, sprawdzasz, zamykasz – i tak cały dzień”… Zadaj sobie pytanie w tym momencie ile rzeczy i pomysłów mógłbyś/mogłabyś wdrożyć w życie zamiast tępo śledzić życie innych, którzy uznali, że robią wirtualizację życia, wierząc złudnie, że im to w czymś pomoże…

Dodam, że 14.11.2012 postanowiłem opuścić zacną społeczność facebookową i wrócić do normalnego, rzeczywistego życia, natchnęła mnie do tego moja narzeczona, która stwierdziła, że żyje bardziej w świecie wirtualnym niż w rzeczywistym i coś w tym jest, bo wiem, że więcej czasu moglibyśmy spędzać razem niż patrząc tępo w monitory… Dodam, że jest to moja druga próba usunięcia się z portalu ostatnio złudnie myślałem, że da się to kontrolować i wszystko będzie w porządku – owszem da się. Ale nawet jeśli ty to kontrolujesz, to mają z tym problem inni i prędzej czy później odbije się to w jakiś sposób na tobie nawet nieświadomie. Polecam wszystkim spróbować wrócić do rzeczywistości, bo potrzeba afiliacji nie może być zastąpiona przez żadne elektroniczne medium, które stanowi jedynie pozory relacji międzyludzkich. Kiedyś, gdy nie było n-k, fb, a nawet SMSsów, a podwórka, czy boiska mimo, że nie były to „orliki” były pełne. Czy to możliwe? Oczywiście, i nie spędzało się czasu przed monitorami śledząc życie innych, tylko grało się w piłkę do późnego wieczora, albo rozmawiało o życiu na ławce w parku. Relacje międzyludzkie były zdrowe i owocne, przyjaźnie były silne i bezinteresowne… teraz obserwujemy społeczeństwo informacyjne, które się zatraca z coraz to nową modą, portalem, nowinką technologiczną. Pytanie dokąd zmierzamy? Czy chcemy zostać uwięzieni w jakimś „matrixie” z którego jedynym wyjściem będzie połknięcie pigułki? Ja chcę tego uniknąć i poświęcić swój czas na coś bardziej konkretnego, a znam kilka osób które nie istnieją na portalach społecznościowych i mają się całkiem dobrze – żeby nie powiedzieć lepiej niż Ci którzy „się wirtualizują”…

POLECAM CAŁA PRAWDA O FB wg. znanego dziennikarza:

http://www.youtube.com/watch?v=xXqPybZg9OE

A tutaj taki kawałek dla tych co jeszcze zastanawiają się nad usunięciem konta na FB:

Comments

  1. „kobieta umieszcza swoje zdjęcie w ciąży (…) Zapytałaś dziecko czy chce tego?”

    :))))

Comments are closed