Bułgarskie wakacje

sveti vlas

Jeszcze kilka lat temu, gdybym usłyszał o swoich wakacjach w Bułgarii pomyślałbym, ale tam jest dość niebezpiecznie (dziko), ubogo i nie ma nic ciekawego, a mając w tym samym czasie do wyboru Grecję, Egipt czy Turcję wybrałbym, któryś z tych kierunków. Jak widzimy czasy się zmieniają, docelowe miejsca wakacyjne okazują się z różnych względów niebezpieczne, czy to przez zamachy terrorystyczne, napływ emigrantów czy też jeszcze inne powody, a więc podróż do Bułgarii, która bądź co bądź na tą chwilę jest miejscem bezpiecznym wydała się całkiem racjonalna.

Tegoroczne wakacje były wyjątkowe, nie tylko ze względu na wybrane miejsce wakacjowania, ale też ze względu na to, że podróżował z nami nasz roczny syn, który po raz pierwszy leciał samolotem (aż strach pomyśleć co będzie robił i jakich rzeczy dokonywał, gdy będzie w moim wieku)… Wracając do wakacyjnych wojaży. Miejscem pobytu był Svety Vlas (Święty Włas, bo to chyba poprawna forma przetłumaczona na język polski), czyli mała spokojna miejscowość nad Morzem Czarnym, gdzie w całkiem schludnym hotelu spędziliśmy miło tydzień. Pogoda w regionie Złotych Piasków, bo tak nazywa się obszar gdzie znajdował się nasz hotel, mimo początku czerwca była bardzo dobra, nie tylko ze względu na to, że dało się kąpać w Morzu Czarnym (po raz pierwszy zresztą), ale także z powodu niezbyt nadmiernego upału, który pewnie dawałby się we znaki małemu dziecku.

Sama Bułgaria jako kraj i członek Unii Europejskiej ma jednak jeszcze sporo do zrealizowania w zakresie poprawy warunków zwłaszcza drogowych. Wybrzeże mimo, że obsadzone licznymi hotelami jest we władaniu głównie rosyjskich biznesmenów, którzy tam inwestują swoje środki stawiając na turystykę. Z miejsc godnych uwagi, które udało się nam odwiedzić były to Nessebar (miasteczko wpisane na listę UNESCO). Oddalone od Świetego Własu o jakieś 20 km miasteczko zrobiło na mnie wrażenie, niczym w sumie specjalnym, ale wąskimi uliczkami, klimatycznym historycznym miejscem z bardzo fajną knajpką polecaną zresztą przez portal Tripadvisor (https://pl.tripadvisor.com/LocationPhotoDirectLink-g303648-d1101050-i110134244-Mehana_Pri_Shopite-Nessebar_Burgas_Province.html)  w samym środku maleńkiego półwyspu na, którym zlokalizowana jest miejscowość. Wrażenie robią maleńkie kościółki rozlokowane po całym półwyspie spokojna atmosfera małego miasteczka i przepiękne widoki na otaczające miejscowość Morze Czarne.

Drugim miejscem oddalonym nieco dalej była Warna, trzecie co do wielkości miasto Bułgarii (po Sofi i Brugas gdzie lądowaliśmy). Podróż do Warny ze Świętego Własu (100km) odbywała się wynajętym samochodem, i tutaj właśnie miałem okazję poznać bliżej bułgarskie drogi. Droga eskspresowa przypominała mi polską drogę gminną z licznymi ubytkami w nawierzchni, ale nie piszę tego posta w celu krytykowania infrastruktury, bowiem w Warnie cel był jeden: zobaczyć definarium i uczestniczyć w pokazie. Jak się okazało dosłownie uczestniczyć, bo zostałem wyciągnięty z tłumu do gry w siatkówkę z delfinem, wrażenia na całe życie.

Podsumowując lot z Wrocławia do Bułgarii to tylko 1:50 godziny, co w przypadku małego dziecka jest bardzo dużą zaletą. Sama Bułgaria (7 mln ludzi) jest pozytywnie nastawiona na turystykę, a ciepłe Morze Czarne jest atutem, który chciałoby mieć każde państwo. Liczę, że Bułgaria podobnie jak Chorwacja dostosuje swoją infrastrukturę i rozwój do wymagań turystów wraz ze stażem jaki posiada w Unii Europejskiej. Polecam wizytę w Bułgarii jako alternatywę do krajów ogarniętych napływem emigrantów, bądź niebezpiecznych ze względów ataków terrorystycznych. Na koniec oczywiście kilka zdjęć do galerii.